czwartek, 29 sierpnia 2013

Trochę zdrowego egoizmu:)

Dzisiaj mam dzień wolny i tylko dla siebie:) Wczoraj posprzątałam całe mieszkanie, łącznie z umyciem lodówki i okien, żeby dzisiaj pozwolić sobie na całodzienny relaks. Bo nienawidzę gdy coś mnie rozprasza, a takim czymś może być: kurz na półce, kropka na lustrze, smuga na szybie, brudne naczynia w zlewie...(mogłabym wymieniać godzinami;)) Jak zobaczę coś takiego, to cały urok chwili pryska, wskakuję w dresy i zabieram się za sprzątanie. No niestety perfekcjonistki już tak mają;)

źródło: fishki.pl


Ale dzisiaj ma być miło. Plan jest prosty: rower, ćwiczenia, rower, wspaniała kąpiel, trochę zabiegów pielęgnacyjnych (maseczka, pazurki itp.) A jak już zrobię się na bóstwo to obowiązkowo zakupy:) A wieczorem może basen. Oczywiście w międzyczasie zjem sobie pięć zdrowych i pysznych posiłków zgodnie z zaleceniem pani Dietetyk z Tuana - no tutaj nie idę na żadne ustępstwa i żadnych słodkości nie będzie;) 



środa, 28 sierpnia 2013

Cukinia - warzywo wielofunkcyjne

źródło:przepisy.magazyn-kuchnia.pl
Cukinia to pyszna siostra dyni. Na uwagę zasługuje jej niska kaloryczność - tylko 16 kcal w 100g-wynikająca z wysokiej zawartości wody. Jest warzywem polecanym osobom na diecie bo łączy niską wartość kaloryczną i wysoką wartość odżywczą - witaminy: B1, B2, C, PP, beta-karoten, składniki mineralne. Na uwagę zasługuje również fakt, że cukinia nie kumuluje metali ciężkich:) Ponadto ma działanie odkwaszające. Wszystkie jej zalety sprawiają, że można ją podawać już półrocznym maluchom:)

Można ją jeść na surowo, można grillować, smażyć, gotować, przygotowywać na parze, zrobić z niej placki. Można jeść ze skórką lub bez. Zawsze jest pyszna!


Risotto warzywne z cukinią i groszkiem:)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Borówki, boróweczki

Zawróciły mi w głowie i rozkochały w sobie:) Codziennie serwuję sobie porcję tych owoców, bo są naprawdę świetne:) Zacznijmy od kaloryczności, bo jednak to Kasię na diecie interesuje najbardziej:) 100 g tych pyszności ma 62 kcal, więc nie jest źle:)

Borówka amerykańska to kuzynka z Ameryki naszej jagody. Właśnie Stany Zjednoczone są największym producentem tego pysznego owocu, ale w Europie największe plantacje znajdują się w Polsce, więc bez trudu kupimy rodzime borówki amerykańskie:).

Pyszności:)
źródło:oczarjk.pl


W małych niebieskich koralikach skrywa się prawdziwe bogactwo składników odżywczych. Borówka ma w swoim składzie dużo mikro- i makroelementów, a na szczególną uwagę zasługuje zawartość potasu, wapnia i fosforu. W skład borówki wchodzą również związki antyoksydacyjne, które są elementem profilaktyki antynowotworowej oraz substancje biologicznie czynne, którym przypisuje się działanie obniżające poziom cholesterolu we krwi. Od lat znane jest również korzystne działanie składników zawartych w borówkach na wzrok.

No i oczywiście są pyyszne!
Zatem smacznego:)

Płatki ryżowe na mleku z malinami i borówkami





poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Życie to walka

Cieszę się, że podjęłam walkę z samą sobą i już od ponad dwóch miesięcy się nie poddaję. Dzięki temu naprawdę czuję się silniejsza. Czuję, że jeśli tylko chcę coś osiągnąć i dążę wytrwale do swojego celu to mogę wszystko. To naprawdę pozytywnie nastraja do życia:)

Jednocześnie jest we mnie ten strach, że kilogramy wrócą i że jeszcze za wcześnie by mówić o sukcesie... Bo niby schudłam ponad 10 kg i mogę nosić ubrania rozmiar albo i dwa mniejsze. Niby wszyscy, którzy mnie dawno nie widzieli chwalą moją nową figurę i ciągle rzucają mi teksty typu: "Rany! Ale Ty schudłaś". Niby wszystko jest świetnie, ale w moim przypadku to najgorszy moment diety. Bo teraz najłatwiej spocząć na laurach i powiedzieć sobie, że już starczy, że trochę cukru nie zaszkodzi i że jest dobrze..  Zwykle jak mnie się za bardzo chwali, jak za bardzo komplementuje to zaczynam popadać w niezdrowy samozachwyt. A przecież trzeba być czujnym (nawet bardziej czujnym niż ważka)!

Dlatego staram się nie zgubić mego celu.Staram się w chwilach słabości przypominać sobie jak było mi ciężko, gdy wszystkie ubrania były na mnie za ciasne, jak kiepsko się czułam w sklepach, kiedy okazywało się, że znowu zwiększył mi się rozmiar (taa - sam się zwiększył). Myślę o tym ile pracy i determinacji kosztowało  mnie zrzucenie każdego kilograma. Oglądam sobie zdjęcia wcale nie takie stare, bo sprzed 3-4 miesięcy i zastanawiam się jak mogłam nie zauważać, że wyglądam jak pyza...To wszystko pomaga, ale na jak długo nie wiem;)

Prawda jest taka, że moim zdaniem nie wyglądam jeszcze tak dobrze jak bym mogła wyglądać i do wymarzonego celu brakuje mi jeszcze 5-6 kg. Zrzuciłam te 10 kg i w końcu normalnie i przeciętnie się prezentuję,  ale jeszcze nie noszę rozmiaru, który zawsze chciałabym nosić:) Przede mną jeszcze dużo pracy i wysiłku, bo teraz kilogramy już nie spadają w takim tempie jak na początku, gdy opiekowali się mną specjaliści z Tuana (www.tuanclub.pl). Teraz samotnie, żmudnie i powoli walczę o każde 100 g.



Jednak pod czujnym okiem trenera łatwiej się było zmotywować:)
Swoją drogą zastanawiam się jak mogłam tak długo zwlekać z odchudzaniem i tak sobie nosić na grzbiecie to nadmierne 10 kg, które do niczego nie było mi potrzebne. To tak, jakbym codziennie wkładała na plecy plecak wypełniony dziesięcioma paczkami np. cukru i chodziła z nim wszędzie i wszystko robiła. To naprawdę ulga móc zdjąć ten ciężar:)


Muszę się jednak pilnować, bo złe nawyki tkwią we mnie i będą tam zawsze. Zajadanie stresów, podjadanie między posiłkami, lenistwo - z tym wszystkim walczę codziennie. Jak na razie wygrywam:)


środa, 21 sierpnia 2013

No to zaczynamy od owsianki

Zapowiada się kolejny deszczowy i smętny dzień. Muszę sobie dzisiaj zaserwować porządną dawkę energii, bo będzie ciężko. Od czego zacznę...Z pewnością od śniadania!
A dzisiaj w menu śniadaniowym nic innego jak owsianka;)



Bardzo lubię owsiankę i obecnie jem ją prawie codziennie, ale nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia;) Musiałam się do owsianki przekonać, bo wydawało mi się, że po pierwsze - to nie może być smaczne, po drugie - to za mała porcja żebym się najadła (robię owsiankę z 2 łyżek płatków owsianych)..
Oczywiście myliłam się w obu kwestiach. Owsianka naprawdę dobrze smakuje, a przede wszystkim jest posiłkiem cennym żywieniowo, bo zaopatruje organizm w porządną porcję białka, witamin B1 i B6, żelazo, magnez, błonnik oraz niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. Z takim orężem łatwiej stawić czoło wyzwaniom nowego dnia. Owsianka jest naprawdę smaczna i pożywna, no już szczególnie jak doda się do niej owoce sezonowe:)) Teraz już UWIELBIAM JĄ;)


Realiści nie mokną..

Jestem rasową optymistką i dzisiaj dostałam za to psztyczka w nosek. No bo ja przecież nie wierzę, że może MNIE zmoczyć deszcz, niech moczy wszystkich innych,a ja i tak pozostaję sucha. Nie wierzę, że będzie padać chociaż niebo spowijają ciężkie chmury i w każdym programie pogodowym nie zapowiadają nic innego jak opady.
I muszę przyznać, że do tej pory mi się udawało. Zwykle mam tak, że jak wychodzę z jakiegoś budynku to przestaje padać, toteż nigdy nie biorę ze sobą parasola - bo po co dźwigać - przecież los czuwa:)

źródło: www.najlepsze-demotywatory.pl

Zatem dziś też nie wzięłam, mało tego, rzuciłam losowi wyzwanie - spędziłam cały dzień na rowerze (kocham rower!):) Udało mi się jechać do sklepu, udało mi się jechać do babć w odwiedziny i już, już miałam wracać do domu, ale odezwały się wyrzuty sumienia, że dawno nie ćwiczyłam (od wczoraj). No to co tu zrobić?Jadę na siłownię!
Tak intensywnie ćwiczyłam, że chyba poruszyłam niechcący chmurami i rozpętało się piekło.. Ale ja dzielna babka jestem - pada to pada, z cukru nie jestem, a jakoś do domu wrócić trzeba. Wsiadłam na  rower z gracją i udałam, że mi w ogóle nie przeszkadza ten wodospad, który leje się z nieba prosto na mnie.. Założyłam sobie od niechcenia kaptur bawełnianej bluzy (taa to mnie na pewno ochroni)  i pomknęłam. Nawet nie było tak źle, dopóki do deszczu nie doszedł wiatr.. Wiecie jak smakuje deszcz? Ja już wiem - po drodze te wstrętne kropelki pakowały mi się wszędzie - do nosa, do ust, do oczu. Ubranie nasiąkło wodą i czułam się z 10 kg cięższa..Nawet nie widziałam gdzie jadę, a rosnąca plama na plecach uświadomiła mi, że jednak trzeba było kupić błotniki..I w dodatku okazało się, że z opony z tyłu zeszło mi powietrze. Gdyby nie to, że byłam główną uczestniczką tego widowiska to zapewne nieźle bym się uśmiała. A tak - musiałam pędzić i walczyć z żywiołem..
Jeszcze nigdy nie wróciłam tak mokra z treningu!
A wiecie co robię jutro? Idę na rower-to nieuleczalne!

P.S. Tylko muszę tą oponę podpompować;)


wtorek, 20 sierpnia 2013

Na siłowni z Mamą:)

Moja Mama jest naprawdę pozytywną osobą - otwartą na ludzi i na Świat (Tata zresztą też - dzięki Boże, że dałeś mi takich świetnych Rodziców :)). Mama ostatnio próbuje swoich sił w sporcie i szuka jakiejś dyscypliny dla siebie, więc postanowiłyśmy, że sprawdzimy czy siłownia jest dla niej.



Sprawdzałyśmy w ostatnią sobotę i w tym celu wybrałyśmy się na wspólny trening (ale super!). Przyznam szczerze, że może to nie był najefektywniejszy z moich treningów, ale z pewnością najfajniejszy. Mama ćwiczyła sobie na sprzętach cardio(bieżnia, rowerek, orbitrek), a ja jak zwykle biegałam z maszyny na maszynę i dodatkowo jeszcze do Mamy zobaczyć jak sobie radzi. A radziła sobie naprawdę świetnie. Nie wiem czy ja miałam tyle zapału na swoich pierwszych treningach...



Niestety stwierdziła, że siłownia, choć fajna, to jej niekoniecznie odpowiada...Ja za to stwierdziłam, że naprawdę miło czasem wybrać się na trening z Mamą a nie zawsze samotnie.
No to szukamy dalej! Mamo, następnym razem basen!