Mikołajki tuż..tuż.. Może w tym roku warto sprawić prezent również sobie..
sobota, 30 listopada 2013
A po treningu...
czwartek, 28 listopada 2013
ja ćwiczę wieczorem
Jak już wspomniałam - najbardziej lubię ćwiczyć popołudniami, kiedy cały ciężki dzień mam już za sobą. Jak przekonują specjaliści, nie jest to najkorzystniejsza pora na trening (no bo najlepiej rano). Na szczęście trening to trening i każdy ma swoje zalety.
Oto zalety treningu wieczornego usprawiedliwiające poranne lenistwo:
+wieczorem łatwiej się skoncentrować, bo wszystkie zadania tego dnia mamy już za sobą,
+jest mniejsze ryzyko kontuzji (mięśnie rozgrzane po całym dniu),
+ można pozbyć się stresu nagromadzonego od rana,
+ łatwiej ograniczyć wieczorne podjadanie (przed treningiem nie można się przejadać, a po nie chce się jeść zbyt wiele),
+po wieczornym wysiłku łatwiej będzie nam zasnąć.
![]() |
| www.demotywatory.pl |
Oto zalety treningu wieczornego usprawiedliwiające poranne lenistwo:
+wieczorem łatwiej się skoncentrować, bo wszystkie zadania tego dnia mamy już za sobą,
+jest mniejsze ryzyko kontuzji (mięśnie rozgrzane po całym dniu),
+ można pozbyć się stresu nagromadzonego od rana,
+ łatwiej ograniczyć wieczorne podjadanie (przed treningiem nie można się przejadać, a po nie chce się jeść zbyt wiele),
+po wieczornym wysiłku łatwiej będzie nam zasnąć.
środa, 27 listopada 2013
Na dobry początek dnia
Gdy jadę rano do pracy, ledwo wybudzona i totalnie rozdrażniona tym, że mój sen tak brutalnie przerwał dźwięk budzika, to naprawdę ze szczerym zachwytem patrzę na ludzi biegających o TEJ PORZE po parku. Ciemno, zimno, ponuro - w taki dzień i o takiej niezdrowo wczesnej porze nikt i nic nie wyrwie mnie z łóżka wcześniej niż potrzeba, a tymczasem są tacy co już radośnie sobie biegają ... Naprawdę podziwiam ten zapał, tą energię i determinację.
I szczerze zazdroszczę, bo ja niestety jeszcze nie doszłam do poziomu, w którym można sobie swobodnie przebiec kilka kilometrów bez zadyszki i z uśmiechem na twarzy. Stosuję raczej trening interwałowy i to w wydaniu light - naprzemiennie kilka minut szybkiego marszu i kilka minut biegu. W dodatku trenuję na siłowni, a nie w terenie, gdzie podobno jest trudniej (zmienne warunki, podłoże, nachylenie terenu itp.).
Tak naprawdę zastanawiam się czy taka forma porannej aktywności byłaby najlepsza dla mnie, bo kiedyś próbowałam ćwiczyć rano i na czczo i wskutek tych mizernych prób byłam nie do życia przez resztę dnia. Między innymi dlatego odpuściłam (innym powodem było oczywiście lenistwo i strach przed wyjściem z cieplutkiego łóżeczka o 5 rano).
Specjaliści jednak przekonują, że osoby, które chcą zrzucić zbędne kilogramy powinny ćwiczyć właśnie rano, bo wtedy najlepiej spala się tkanka tłuszczowa - bierzemy ją z zaskoczenia, kiedy ona jeszcze nie zdąży się obudzić;P Najlepiej podobno ćwiczyć na czczo - pomaga to podkręcić metabolizm. Ponadto naukowcy twierdzą, że poranne ćwiczenia poprawiają koncentrację, zdolność zapamiętywania i podejmowania decyzji. Dodatkowo również dodają energii na cały dzień.
Wszystko to cenne uwagi, ale niestety u mnie działanie takiego treningu jest zupełnie odwrotne. Czy jestem jakimś trudnym przypadkiem, albo tym 1% odstępstwa od reguły? Nie, tym razem nie jestem wyjątkowa;) Ćwicząc rano zapomniałam o jednej ważnej sprawie. Nie da się bowiem zrobić porządnego, satysfakcjonującego treningu, gdy człowiek jest niewyspany. Nasz organizm potrzebuje tych 8-miu godzin snu i to nie tylko z czystego egoizmu i lenistwa, ale przede wszystkim po to by się zregenerować. W innym przypadku poranny trening może wywoływać negatywne emocje, stres, a nawet zwiększać apetyt.
Dlatego, żeby zacząć ćwiczyć ok 5 rano musiałabym położyć się spać ok 21, co ,ze względu na napięty grafik, uważam za niemożliwe.
Pozostają mi zatem treningi wieczorne. Popołudniami bowiem nie znoszę ćwiczyć i wtedy zawsze znajdę sobie jakąś wymówkę.
I szczerze zazdroszczę, bo ja niestety jeszcze nie doszłam do poziomu, w którym można sobie swobodnie przebiec kilka kilometrów bez zadyszki i z uśmiechem na twarzy. Stosuję raczej trening interwałowy i to w wydaniu light - naprzemiennie kilka minut szybkiego marszu i kilka minut biegu. W dodatku trenuję na siłowni, a nie w terenie, gdzie podobno jest trudniej (zmienne warunki, podłoże, nachylenie terenu itp.).
Tak naprawdę zastanawiam się czy taka forma porannej aktywności byłaby najlepsza dla mnie, bo kiedyś próbowałam ćwiczyć rano i na czczo i wskutek tych mizernych prób byłam nie do życia przez resztę dnia. Między innymi dlatego odpuściłam (innym powodem było oczywiście lenistwo i strach przed wyjściem z cieplutkiego łóżeczka o 5 rano).
![]() |
| źródło: fitness.sport.pl (Fot. Shutterstock) |
Specjaliści jednak przekonują, że osoby, które chcą zrzucić zbędne kilogramy powinny ćwiczyć właśnie rano, bo wtedy najlepiej spala się tkanka tłuszczowa - bierzemy ją z zaskoczenia, kiedy ona jeszcze nie zdąży się obudzić;P Najlepiej podobno ćwiczyć na czczo - pomaga to podkręcić metabolizm. Ponadto naukowcy twierdzą, że poranne ćwiczenia poprawiają koncentrację, zdolność zapamiętywania i podejmowania decyzji. Dodatkowo również dodają energii na cały dzień.
Wszystko to cenne uwagi, ale niestety u mnie działanie takiego treningu jest zupełnie odwrotne. Czy jestem jakimś trudnym przypadkiem, albo tym 1% odstępstwa od reguły? Nie, tym razem nie jestem wyjątkowa;) Ćwicząc rano zapomniałam o jednej ważnej sprawie. Nie da się bowiem zrobić porządnego, satysfakcjonującego treningu, gdy człowiek jest niewyspany. Nasz organizm potrzebuje tych 8-miu godzin snu i to nie tylko z czystego egoizmu i lenistwa, ale przede wszystkim po to by się zregenerować. W innym przypadku poranny trening może wywoływać negatywne emocje, stres, a nawet zwiększać apetyt.
Dlatego, żeby zacząć ćwiczyć ok 5 rano musiałabym położyć się spać ok 21, co ,ze względu na napięty grafik, uważam za niemożliwe.
Pozostają mi zatem treningi wieczorne. Popołudniami bowiem nie znoszę ćwiczyć i wtedy zawsze znajdę sobie jakąś wymówkę.
niedziela, 24 listopada 2013
Jak ja radzę sobie ze stresem
Oczywiście już się nie objadam słodyczami, nie palę papierosów i nie odreagowuję na innych;) Mi najbardziej pomagają, oczywiście oprócz pudełka na negatywne uczucia, ćwiczenia, basen, liczenie w myślach i relaks. Najlepiej jednak jest wyeliminować stresujące sytuacje. Wiadomo, że nie wszystko da się przewidzieć, ale w miarę możliwości staram się myśleć o tym, co w moich planach może pójść nie tak i zawsze mieć jakiegoś asa w rękawie:)Jak inni radzą sobie ze stresem
Oto porady dla zestresowanych jakie znalazłam w wielkim źródle wszelkiej wiedzy (Internet rządzi;P):

-2 szklanki soku pomarańczowego dziennie - podobno wit C zmniejsza wydzielania hormonów stresu,
-pies - w końcu to najlepszy przyjaciel człowieka,
- gumowa piłeczka - można na niej odreagować negatywne emocje,
-ćwiczenia rozluźniające - skłony, przysiady itp. - w pracy trochę ryzykowne..,
-uspokajająca muzyka, medytacja, relaks - czemu nie - może masaż;),
-sprzątanie - uwaga może być to też czynnik stresotwórczy dla perfekcjonalistów,
- zakupy - super jeżeli zarabiamy adekwatnie do swoich potrzeb, gorzej jeśli konto świeci pustkami,
-uśmiech - dobry sposób choć w stresie ciężko się uśmiechać nawet po najlepszym dowcipie,
- bliska osoba - rozmowa pomaga, ale codzienne wylewanie swoich żalów, może spowodować, że ta osoba odejdzie do kogoś mniej zestresowanego,
-liczenie w myślach - pomaga w większości sytuacji podbramkowych, lepiej policzyć niż wybuchnąć,
-wyobraźnia - trzeba znaleźć jakiś zabawny akcent sytuacji lub wyobrazić go sobie,
-sport - odreagowanie całej sytuacji.
A Wy jak sobie radzicie ze stresem?

-2 szklanki soku pomarańczowego dziennie - podobno wit C zmniejsza wydzielania hormonów stresu,
-pies - w końcu to najlepszy przyjaciel człowieka,
- gumowa piłeczka - można na niej odreagować negatywne emocje,
-ćwiczenia rozluźniające - skłony, przysiady itp. - w pracy trochę ryzykowne..,
-uspokajająca muzyka, medytacja, relaks - czemu nie - może masaż;),
-sprzątanie - uwaga może być to też czynnik stresotwórczy dla perfekcjonalistów,
- zakupy - super jeżeli zarabiamy adekwatnie do swoich potrzeb, gorzej jeśli konto świeci pustkami,
-uśmiech - dobry sposób choć w stresie ciężko się uśmiechać nawet po najlepszym dowcipie,
- bliska osoba - rozmowa pomaga, ale codzienne wylewanie swoich żalów, może spowodować, że ta osoba odejdzie do kogoś mniej zestresowanego,
-liczenie w myślach - pomaga w większości sytuacji podbramkowych, lepiej policzyć niż wybuchnąć,
-wyobraźnia - trzeba znaleźć jakiś zabawny akcent sytuacji lub wyobrazić go sobie,
-sport - odreagowanie całej sytuacji.
A Wy jak sobie radzicie ze stresem?
Stres - przyczyna kurczenia się spodni
Stres towarzyszy mi każdego dnia i to nie tylko w pracy. W czasach studenckich pojawiał się przed każdym ważniejszym egzaminem, potem przed każdą rozmową o pracę i w milionie innych sytuacji, na które nie zawsze miałam wpływ. Na szczęście to nigdy nie była ta forma stresu, która paraliżuje człowieka i nie pozwala mu logicznie myśleć, a ta druga - mobilizująca do działania. Ja po prostu nie potrafię siedzieć i płakać - muszę działać. Nic tak nie boli, jak świadomość straconej szansy, świadomość, że mogło się coś zrobić czy osiągnąć, ale ze względu na stres czy strach nie podjęło się nawet próby, by po to sięgnąć.
Kiedyś radzenie sobie ze stresem przychodziło mi bardzo łatwo - zajadałam go słodyczami:) Dlatego po każdej sesji egzaminacyjnej z trudem wciskałam się w spodnie. Jedzenie mnie uspokajało, a wyrzuty sumienia spowodowane przybraniem na wadze przychodziły z opóźnieniem.
Nie muszę nikogo przekonywać, że był to bardzo kiepski sposób, nie tylko ze względu na efekty wizualne (oj..), ale przede wszystkim dlatego, że nie rozwiązywał problemu. Psycholodzy twierdzą, że nie można kumulować negatywnych emocji, że trzeba się zmierzyć ze swoimi lękami i słabościami. ze stresem również. Dlatego teraz walczę z pokusą sięgnięcia po słodycze w podbramkowej sytuacji. Staram się przeczekać, a potem rozładować całe to napięcie na siłowni lub basenie. Przyznam szczerze, że to naprawdę pomaga. Gdy jestem negatywnie nastawiona do Świata ( no po prostu wściekła), to daję z siebie więcej, biorę się za trudniejsze ćwiczenia i mogę ćwiczyć dłużej. Po siłowni czuję się wypompowana, ale dzięki temu nie mam siły się wściekać czy denerwować.| i teraz.. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)







