środa, 31 lipca 2013

Piłki - równowaga i skupienie

Nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że na tych ćwiczeniach wykorzystuje się piłki do ćwiczeń;) Piłka to Twój przyjaciel, bo pomaga kształtować mięśnie i  trenuje równowagę.


Takie zajęcia polecam przede wszystkim osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fitnessem (czyli sobie bardzo polecam;)). Ich intensywność jest na umiarkowanym poziomie, więc nie zniechęcamy się szybko. Zajęcia wymagają sporo wysiłku i zaangażowania, a dodatkowo poprawiają humor. No na pewno mi poprawiają humor, bo z moimi zdolnościami do utrzymania równowagi na poziomie zero (tak-teraz już jest poziom zero;)), musiałam sporo powalczyć z piłką zanim się prawidłowo ustawiłam do ćwiczenia..Niestety inni nie mieli takich problemów, więc pozostawało mi śmiać się z samej siebie:)



Więcej o tych zajęciach znajdziecie na stronie: http://www.klub.tuanclub.pl/oferta/fitness/opisy-zajec/rozciagajace

wtorek, 30 lipca 2013

Aqua aerobic - nie musisz umieć pływać;)

Aerobic w wodzie znacznie różni się od tego wykonywanego na lądzie;) Po pierwsze śmieszniej wygląda - bo w końcu czepek kąpielowy nie zdobi człowieka (chociaż akurat w Tuanie można pływać bez czepka:)), a ruchy w wodzie są trudniejsze niż bez niej i mają w sobie nieco mniej gracji. Po drugie i bardzo ważne - odciąża stawy, bo jednak pomaga nam tutaj siła wyporu. Po trzecie - wyciska z nas siódme poty, ale i tak nikt tego nie widzi, bo jesteśmy mokrzy już od pierwszych minut ćwiczeń ( w końcu odbywają się w wodzie). Po czwarte - możemy spalić nawet 500 kcal w godzinę. Po piąte - wcale nie musisz umieć pływać, by ćwiczyć w wodzie. Po szóste - możesz zacząć w każdym wieku. Same plusy!



No i jak tu nie kochać tego aqua aerobiku?!

Oczywiście zajęcia przetestowałam na sobie i jestem zachwycona. Zawsze lubiłam ruch w wodzie, ale takie zajęcia są dla mnie ciekawsze niż samotne pływanie. W końcu, motywuje mnie presja grupy, bo jak widzę jak panie w wieku dojrzałym świetnie radzą sobie z ćwiczeniami, to ja przecież nie mogę się poddać. Fajne jest to, że te zajęcia są dla wszystkich grup wiekowych. Ćwiczą ze mną i panie młodsze i starsze. I w dodatku wszystkie dajemy radę:) Zachęcam Was do spróbowania:)





Grafik zajęć z aqua aerobiku w Tuanie znajdziecie tutaj:
 http://www.klub.tuanclub.pl/oferta/fitness/grafik-fitness (zakładka BASEN)


niedziela, 28 lipca 2013

Siła jest w Tobie

Po co ja to robię?
Dla kogo?
Czemu mam się męczyć?
Czy mogę się już poddać?
Może już wystarczy?
Czy warto ?

Kto sobie nie zadawał tych pytań będąc na diecie? Mi ciągle krążą po głowie..Wprawdzie świadomie podjęłam decyzję o odchudzaniu, świadomie zdecydowałam się na dietę, ćwiczenia, zabiegi. Nikt mnie nie zmuszał, nikt mnie nie nakłaniał. To ja i tylko ja zdecydowałam, że czas coś zmienić.

I tak sobie korzystam z programu modelowania sylwetki. Chodzę na zajęcia i daję z siebie wszystko, poddaję się zabiegom i jem tylko to, co zalecił dietetyk. Nie, nie podjadam słodyczy. W ogóle nic nie podjadam między posiłkami. Jestem zdeterminowana i trwam w swoim postanowieniu, ale demon Bylejakości  nie odszedł na zawsze...Czai się we mnie i tylko czeka na gorszy dzień, na spadek formy, na zakwasy. Czeka na chwilę słabości, by zaatakować i zwyciężyć. Na szczęście już się go nie boję, chociaż wiele razy zrujnował moje plany (nie tylko związane z dietą), zniechęcił i wmówił mi, że nie dam rady, że to nie dla mnie, że czasu się poddać. A ja naiwnie uwierzyłam!

Walka z takimi negatywnymi myślami wymaga wysiłku. Wymaga ciągłego panowania nad sobą i pilnowania się. Łatwiej przecież się załamać i poddać, niż wziąć swój los w swoje ręce i walczyć.

Ale ja chcę walczyć, bo czuję, że warto.
Skąd to przekonanie? Skąd ta energia? Czerpię ją przede wszystkim z tej atmosfery ćwiczeń, od tych wszystkich ludzi, których spotykam na siłowni w Tuanie (www.tuanclub.pl). Od tych wszystkich, którzy ćwiczą codziennie i się nie poddają; którym ćwiczenia sprawiają radość (- to naprawdę widać). Od tych, którzy niestrudzeni biegają, którzy podnoszą ciężary, którym chce się poświęcić swój czas po to, by poprawić swoją formę. Mi samej ćwiczenia sprawiają radość i satysfakcję. Ciesze się, gdy pokonuję kolejną granicę swoich możliwości, gdy brakuje mi sił, a mimo to podejmuję walkę by skończyć dane ćwiczenie. Tak, powiem nieskromnie, jestem z siebie dumna. I choć może nie mam jeszcze świetnej formy, nie wystartuję w zawodach i nie jestem w stanie przebiec 2 km, to i tak jestem dumna, bo zaczęłam walczyć ze swoimi ograniczeniami.
żródło: demotywatory.pl

SIŁA JEST W KAŻDYM Z NAS!!

czwartek, 25 lipca 2013

Gorszy dzień nieuleczalnej optymistki

Staram się, by ten blog nastrajał ludzi optymistycznie. Bo przecież możemy osiągnąć  wszystko, musimy tylko chcieć. Nie jestem typem człowieka, który wszędzie widzi przeszkody i nie wie jak je pokonać. Ja naprawdę optymistycznie patrzę na świat i na ludzi. Nie znaczy to niestety, że nie miewam gorszych dni.

No i taki dzień nadszedł wczoraj. Powitał mnie kiepską pogodą i zupełnym brakiem energii. Nie chciało mi się wstać z łóżka, nie chciało mi się z nikim rozmawiać. Był to akurat mój wolny dzień i , oprócz godzinnego treningu, wykorzystałam go na totalne nicnierobienie niestety. Straciłam chyba z godzinę na bezmyślne gapienie się w telewizor. No i w dodatku rozmarzyłam się o słodyczach. Byłam już o krok od złamania się. Już oglądałam nawet pudełko z ciastkami schowane w zakazanej szafce, z której wyjmuje cokolwiek tylko wtedy, gdy mam niespodziewanych gości. Na szczęście oparłam się pokusie, ale uwierzcie, że było ciężko.

WALKA Z SAMYM SOBĄ TO NAJCIĘŻSZA Z WALK!

Mam na szczęście kilka sposobów na takie dni, a oto one:
-postarać się wyjść z domu chociaż na rolki lub krótki spacer (tylko gdzieś, gdzie nie ma sklepów, cukierni itp!),
-jeśli nie ma opcji na wyjście z domu, zająć myśli czymś innym - zadbać trochę o siebie, pomalować paznokcie, wziąć przyjemną kąpiel, albo zając się sprzątaniem,
- poprzymierzać ubrania, które kiedyś były za małe, a teraz pasują (to mi przypomina o celu),
-zrobić sobie coś dobrego do picia (herbatkę owocową albo yerba mate - ostatnio kupiłam świetną waniliowo-kokosową).

Szczęśliwie dzisiaj jest nowy dzień i od samego rana mam świetny humor:)



środa, 24 lipca 2013

Desery na diecie

Przed dietą po każdym obiedzie jadłam deser, zdarzało mi się tez zjeść deser po drugim śniadaniu, albo na śniadanie. Gdyby ktoś mnie zapytał jaki posiłek jest najważniejszy, to bez wahania odparłabym, że deser;)

No już tak mam, że lubię słodycze i w tej kategorii produktów spożywczych w ogóle nie jestem wybredna - biała czekolada, czy gorzka - siup do buzi, szarlotka czy murzynek - no to am, ciasteczko kruche czy kokosanka - mniam mniam;) No taka już ze mnie tolerancyjna pożeraczka pysznotek.

Na diecie, jak wiadomo, deserów nie ma. No bo to bez sensu faszerować się tłuszczem i cukrem (a to głównie większość deserów zawiera), gdy mamy dziennie spożyć max 1400 kcal, które przecież można poświęcić na bardziej wartościowe żywieniowo składniki...

W mojej diecie na szczęście znalazło się miejsce na drobne przyjemności (bardzo dziękuję Pani dietetyk!). Wprawdzie te pysznotki nie zdarzają się codziennie, ale najważniejsze, że są:))

A oto mój ulubiony deser (właściwie jem go zamiast drugiego śniadania lub podwieczorku raz na jakiś czas):

Panna cotta w lżejszej wersji
Żeby zrobić tą pychotkę potrzebne będą:

  • 3/4 szklanki mleka (lepsza wychodzi na mleku sojowym, ale może być też krowie max 2%),
  • 1 płaska łyżeczka brązowego cukru (ja pomijam ten składnik),
  • 1 łyżka kaszy manny,
  • ziarenka z 1/4 laski wanilii lub kropla esencji z wanilii (można ten składnik pominąć),
  • garść malin.
Przygotowanie:
Do mleka dodać cukier i wanilię, doprowadzić do wrzenia. Gdy zacznie wrzeć, dodać kaszę mannę (cały czas mieszając) i ponownie zagotować. Następnie przelać do miseczki i pozostawić do wystygnięcia.
Maliny pognieść widelcem.
Kaszę mannę wyłożyć na talerzyk i polać sosem z malin. 

Smacznego!

Przepis oczywiście dostałam wraz z jadłospisem od Pani Agnieszki - dietetyka z Tuan Club - www.tuanclub.pl

wtorek, 23 lipca 2013

BOOT CAMP - przynajmniej spróbuj, to nic nie kosztuje

Boot Camp to zajęcia w parku miejskim w Piasecznie. Spotykamy się razem - przyjść może każdy - i ćwiczymy pod okiem instruktora. Spróbujcie przyjść chociaż raz. Zajęcia są naprawdę fajnie prowadzone i w dodatku zupełnie darmowe:)

Warto dodać, że prowadzą je instruktorzy z Tuan Club(http://www.klub.tuanclub.pl/), którzy dbają by zawsze było ciekawie. Uwielbiam te zajęcia - ptaszki śpiewają, wiatr szumi, słoneczko świeci, a ja stoję na trawie i po prostu ćwiczę. I muszę przyznać, że nie krępują mnie już spojrzenia przechodniów, bo część z nich po prostu się do nas przyłącza, a inni tez by chcieli tylko się wstydzą;P

ćwiczenia to frajda
 BOOT CAMP
 GDZIE : Park miejski w Piasecznie, przy wejściu od ul. Chyliczkowskiej


KIEDY: czwartki w godz.:18:30-20:30, niedziele w godz.:12:30-14:30 (akcja trwa do 15.09.2013 włącznie)


DO ZOBACZENIA!

poniedziałek, 22 lipca 2013

Indoor Cycling czyli co ja wiem o jeżdżeniu na rowerze...

W Tuanie, tuż obok siłowni, jest takie pomieszczenie, które budziło moje przerażenie. Wielokrotnie widziałam jak wchodzi tam grupa ludzi- wszyscy uśmiechnięci i energiczni, a po godzinie czy dwóch ci sami ludzie wychodzą - też uśmiechnięci, ale cali mokrzy! Różne miałam wyobrażenia o tym miejscu i dlatego, gry okazało się, że ja również mam przekroczyć te wrota piekieł, ogarnął mnie strach...No bo skoro oni tak ciągle ćwiczą i nadal tak się męczą, to jak ja będę wyglądać po zajęciach ??

Poza tym, muszę przyznać, że jeszcze zanim poszłam na zajęcia, to stwierdziłam, że pewnie będą monotonne, no bo co można robić godzinę na rowerze?

Na zajęciach zjawiłam się przed czasem (chciałam jakoś okiełznać tego potwora). Byłam pierwsza i bardzo dobrze, bo dzięki temu prowadzący poświęcił mi trochę więcej czasu - pomógł ustawić sprzęt odpowiednio do mojego wzrostu i popytał o to czy jeżdżę na rowerze i jak często(wstyd było się przyznać, że nie za często). Potem przyszła reszta grupy.

Początek - jeszcze nie wiem co mnie czeka;)

Naprawdę przyjemnie mi się z nimi ćwiczyło, bo to naprawdę pozytywnie nastawieni ludzie. Prowadzący również naładowany jest pozytywną energią. Jeszcze nigdy na takich zajęciach nie byłam, ale chętnie tam wrócę!
A same zajęcia? Rzeczywiście polegają na jeżdżeniu na rowerze, w różnym tempie i w różnej pozycji. Doskonali się technikę i pokonuje własne słabości.  Nie trzeba być mistrzem, by wziąć udział w zajęciach Indoor Cycling, ale trzeba mieć odrobinę woli walki. Oczywiście najlepsi trenują intensywniej, a początkujący łagodniej, ale liczy się to, że jedziemy razem i jest naprawdę przyjemnie. Miła atmosfera połączona z wysiłkiem fizycznym sprawia, że lekko można oderwać się od swoich problemów i rozładować napięcia.



 Chętnie wybiorę się na te zajęcia ponownie!!
Więcej o zajęciach na stronie:
http://www.klub.tuanclub.pl/oferta/fitness/opisy-zajec/indoor-cycling