Jak już wspomniałam - najbardziej lubię ćwiczyć popołudniami, kiedy cały ciężki dzień mam już za sobą. Jak przekonują specjaliści, nie jest to najkorzystniejsza pora na trening (no bo najlepiej rano). Na szczęście trening to trening i każdy ma swoje zalety.
www.demotywatory.pl
Oto zalety treningu wieczornego usprawiedliwiające poranne lenistwo: +wieczorem łatwiej się skoncentrować, bo wszystkie zadania tego dnia mamy już za sobą, +jest mniejsze ryzyko kontuzji (mięśnie rozgrzane po całym dniu), + można pozbyć się stresu nagromadzonego od rana, + łatwiej ograniczyć wieczorne podjadanie (przed treningiem nie można się przejadać, a po nie chce się jeść zbyt wiele), +po wieczornym wysiłku łatwiej będzie nam zasnąć.
Gdy jadę rano do pracy, ledwo wybudzona i totalnie rozdrażniona tym, że mój sen tak brutalnie przerwał dźwięk budzika, to naprawdę ze szczerym zachwytem patrzę na ludzi biegających o TEJ PORZE po parku. Ciemno, zimno, ponuro - w taki dzień i o takiej niezdrowo wczesnej porze nikt i nic nie wyrwie mnie z łóżka wcześniej niż potrzeba, a tymczasem są tacy co już radośnie sobie biegają ... Naprawdę podziwiam ten zapał, tą energię i determinację.
I szczerze zazdroszczę, bo ja niestety jeszcze nie doszłam do poziomu, w którym można sobie swobodnie przebiec kilka kilometrów bez zadyszki i z uśmiechem na twarzy. Stosuję raczej trening interwałowy i to w wydaniu light - naprzemiennie kilka minut szybkiego marszu i kilka minut biegu. W dodatku trenuję na siłowni, a nie w terenie, gdzie podobno jest trudniej (zmienne warunki, podłoże, nachylenie terenu itp.).
Tak naprawdę zastanawiam się czy taka forma porannej aktywności byłaby najlepsza dla mnie, bo kiedyś próbowałam ćwiczyć rano i na czczo i wskutek tych mizernych prób byłam nie do życia przez resztę dnia. Między innymi dlatego odpuściłam (innym powodem było oczywiście lenistwo i strach przed wyjściem z cieplutkiego łóżeczka o 5 rano).
źródło: fitness.sport.pl (Fot. Shutterstock)
Specjaliści jednak przekonują, że osoby, które chcą zrzucić zbędne kilogramy powinny ćwiczyć właśnie rano, bo wtedy najlepiej spala się tkanka tłuszczowa - bierzemy ją z zaskoczenia, kiedy ona jeszcze nie zdąży się obudzić;P Najlepiej podobno ćwiczyć na czczo - pomaga to podkręcić metabolizm. Ponadto naukowcy twierdzą, że poranne ćwiczenia poprawiają koncentrację, zdolność zapamiętywania i podejmowania decyzji. Dodatkowo również dodają energii na cały dzień.
Wszystko to cenne uwagi, ale niestety u mnie działanie takiego treningu jest zupełnie odwrotne. Czy jestem jakimś trudnym przypadkiem, albo tym 1% odstępstwa od reguły? Nie, tym razem nie jestem wyjątkowa;) Ćwicząc rano zapomniałam o jednej ważnej sprawie. Nie da się bowiem zrobić porządnego, satysfakcjonującego treningu, gdy człowiek jest niewyspany. Nasz organizm potrzebuje tych 8-miu godzin snu i to nie tylko z czystego egoizmu i lenistwa, ale przede wszystkim po to by się zregenerować. W innym przypadku poranny trening może wywoływać negatywne emocje, stres, a nawet zwiększać apetyt.
Dlatego, żeby zacząć ćwiczyć ok 5 rano musiałabym położyć się spać ok 21, co ,ze względu na napięty grafik, uważam za niemożliwe.
Pozostają mi zatem treningi wieczorne. Popołudniami bowiem nie znoszę ćwiczyć i wtedy zawsze znajdę sobie jakąś wymówkę.
Oczywiście już się nie objadam słodyczami, nie palę papierosów i nie odreagowuję na innych;) Mi najbardziej pomagają, oczywiście oprócz pudełka na negatywne uczucia, ćwiczenia, basen, liczenie w myślach i relaks. Najlepiej jednak jest wyeliminować stresujące sytuacje. Wiadomo, że nie wszystko da się przewidzieć, ale w miarę możliwości staram się myśleć o tym, co w moich planach może pójść nie tak i zawsze mieć jakiegoś asa w rękawie:)
Oto porady dla zestresowanych jakie znalazłam w wielkim źródle wszelkiej wiedzy (Internet rządzi;P):
-2 szklanki soku pomarańczowego dziennie - podobno wit C zmniejsza wydzielania hormonów stresu,
-pies - w końcu to najlepszy przyjaciel człowieka,
- gumowa piłeczka - można na niej odreagować negatywne emocje,
-ćwiczenia rozluźniające - skłony, przysiady itp. - w pracy trochę ryzykowne..,
-uspokajająca muzyka, medytacja, relaks - czemu nie - może masaż;),
-sprzątanie - uwaga może być to też czynnik stresotwórczy dla perfekcjonalistów,
- zakupy - super jeżeli zarabiamy adekwatnie do swoich potrzeb, gorzej jeśli konto świeci pustkami,
-uśmiech - dobry sposób choć w stresie ciężko się uśmiechać nawet po najlepszym dowcipie,
- bliska osoba - rozmowa pomaga, ale codzienne wylewanie swoich żalów, może spowodować, że ta osoba odejdzie do kogoś mniej zestresowanego,
-liczenie w myślach - pomaga w większości sytuacji podbramkowych, lepiej policzyć niż wybuchnąć,
-wyobraźnia - trzeba znaleźć jakiś zabawny akcent sytuacji lub wyobrazić go sobie,
-sport - odreagowanie całej sytuacji.
Stres towarzyszy mi każdego dnia i to nie tylko w pracy. W czasach studenckich pojawiał się przed każdym ważniejszym egzaminem, potem przed każdą rozmową o pracę i w milionie innych sytuacji, na które nie zawsze miałam wpływ. Na szczęście to nigdy nie była ta forma stresu, która paraliżuje człowieka i nie pozwala mu logicznie myśleć, a ta druga - mobilizująca do działania. Ja po prostu nie potrafię siedzieć i płakać - muszę działać. Nic tak nie boli, jak świadomość straconej szansy, świadomość, że mogło się coś zrobić czy osiągnąć, ale ze względu na stres czy strach nie podjęło się nawet próby, by po to sięgnąć.
Kiedyś radzenie sobie ze stresem przychodziło mi bardzo łatwo - zajadałam go słodyczami:) Dlatego po każdej sesji egzaminacyjnej z trudem wciskałam się w spodnie. Jedzenie mnie uspokajało, a wyrzuty sumienia spowodowane przybraniem na wadze przychodziły z opóźnieniem.
odstesowywacze kiedyś;)
Nie muszę nikogo przekonywać, że był to bardzo kiepski sposób, nie tylko ze względu na efekty wizualne (oj..), ale przede wszystkim dlatego, że nie rozwiązywał problemu. Psycholodzy twierdzą, że nie można kumulować negatywnych emocji, że trzeba się zmierzyć ze swoimi lękami i słabościami. ze stresem również. Dlatego teraz walczę z pokusą sięgnięcia po słodycze w podbramkowej sytuacji. Staram się przeczekać, a potem rozładować całe to napięcie na siłowni lub basenie. Przyznam szczerze, że to naprawdę pomaga. Gdy jestem negatywnie nastawiona do Świata ( no po prostu wściekła), to daję z siebie więcej, biorę się za trudniejsze ćwiczenia i mogę ćwiczyć dłużej. Po siłowni czuję się wypompowana, ale dzięki temu nie mam siły się wściekać czy denerwować.
Pojawia się nagle i nie wiadomo skąd. I choćbym milion razy sobie obiecywała, że już mu ulegnę, zawsze jest inaczej. Przed egzaminem, przed ważnym spotkaniem, w pracy, a nawet za kierownicą - towarzyszy mi wszędzie i nie potrafię wyeliminować go z mojego życia. Stres, bo o nim mowa, jest ze mną każdego dnia i pozbycie go wydaje mi się niemożliwe.
No taka już jestem, że wściekam się, jak coś jest nie po mojej myśli, jak nie mam racji, jak mam rację, a nikt mnie nie słucha, jak chcę coś szybko skończyć, jak potrzebuję na coś więcej czasu niż mam, jak ktoś mnie popędza, jak ja kogoś popędzam, jak ktoś mnie krytykuje, krzyczy na mnie, albo ocenia niesprawiedliwie, a czasem po prostu tak dla zasady, bo złośnicą jestem od zawsze:) Oczywiście lata pracy z ludźmi nauczyły mnie, że nic tak nie pogarsza zaognionej sytuacji, jak krzyk, pokazywanie swoich humorów, nieuzasadniona krytyka i czysta ludzka złośliwość, więc trzymam swoje emocje na uwięzi i naprawdę trzeba się nie lada postarać wyprowadzić mnie z równowagi.
Gdy ktoś wylewa na mnie swój jad, rozładowuje negatywne emocje i cały swój nieudany dzień, ja stoję i z najbardziej profesjonalnym i uprzejmym uśmiechem na jaki stać mnie w takiej chwili (oczywiście delikatnym, nie złośliwym!) i staram się wybrnąć z tej sytuacji z tarczą ( a nie na tarczy). I choć wewnątrz mnie wszystko się gotuje, choć mam ochotę wybuchnąć lub uciec i popłakać w kącie jak mała dziewczynka, to stoję i grzecznie słucham, bo od tego jestem:)
Tak sobie właśnie wyobrażam pudełko na negatywne emocje:)
Zawsze w takich sytuacjach wyobrażam sobie duże pudełko, w którym starannie układam wszystkie te negatywne myśli, które w jednej chwili rodzą się w mojej głowie. Układam je, zamykam pudełko, dla pewności obwiązuję je jeszcze sznurkiem, wiążę kokardkę i taki piękny prezencik wstawiam na dno szafy. Szafę tą zamykam na klucz, a klucz chowam do kieszeni - wyciągnę go, gdy będę sama i po pracy i wtedy rozprawię się z zawartością pudełka.
Oczywiście w domu okazuje się, że bardzo dobrze, że nie wybuchłam, bo mój wybuch nie byłby adekwatny do sytuacji, bo bez tego, problem udało się szybko rozwiązać. To wielkie pudło, które wyobrażałam sobie w tamtej trudnej chwili w pracy, w domu okazuje się być małym pudełeczkiem, niewiele większym od pudełka zapałek;) Tak to już jest, że złość nie jest najlepszym doradcą i warto dać sobie ochłonąć, by dostrzec, że nie wszystko, co nas denerwuje, warte jest uwagi. Życie mamy tylko jedno (przynajmniej większość religii tak twierdzi) i nie warto go marnować na roztrząsanie przykrych sytuacji. Nie warto też zdobywać wrogów w walce o jakiś drobiazg, który za chwilę nic już nie będzie znaczyć. Czasem trzeba odpuścić - lepiej być zdrowym i szczęśliwym niż mieć zawsze rację:D
www.demotywatory.pl Ja niestety tak nie mam - zawsze idzie w pośladki;P
Do końca roku pozostało jeszcze 45 dni. Jest zatem jeszcze czas, by trochę poprawić swój wygląd i powitać Nowy Rok w nowym rozmiarze (oczywiście, jeśli w tym roku wygram ze świątecznym obżarstwem;)).
Biorę się zatem ostro do roboty, podwajam starania, bo już sobie znalazłam piękną sukienkę, w którą po prostu muszę się wcisnąć za miesiąc!
Na koniec - trochę motywacji..
www.demotywatory.pl
www.xdpedia.com To jeszcze niestety nie ten etap;)